czwartek, 27 października 2011

Jesienne róże

Wreszcie, wreszcie, wreszcie! W końcu mogę zaprezentować kilka odsłon jednego z modeli, który cieszy się największym uznaniem w społeczeństwie czyli różyczki wg Bean. Czekałam z tą odsłoną ponieważ pastelowe różyczki musiały najpierw trafić do właścicielki - dziś właśnie zakwitły w jej uszach więc mogę się chwalić wszem i wobec :-)
Nitka to Kordonek (Ariadna), robiłam z niego frywolitki po raz pierwszy. Wcześniej go nie używałam bo wydawał mi się zbyt wiotki ale to była jedyna nitka w odpowiednim kolorze jaką znalazłam. W sumie wyszło dobrze, musiałam tylko mocniej ściskać kółeczka. Wszystkie Różyczki mają przyklejony bigiel-sztyft (moim niezawodnym klejem Szewskim, który niestety schnie bardzo długo :/ ), stąd moja wielka łapa po raz kolejny w roli tła :)


A tu z amarantowej, cieniowanej Kai, kolory wyszły takie średnie


 I znana już łososiowo-koralowa Snehurka. Te różyczki udało mi się najmocniej skręcić, wyszły bardzo zwarte, podoba mi się to :) Ogólnie jest to optymistyczny akcent na wszechogarniającą szarówkę - jak zawsze w jesieni króluje czerń i szarość, ostatnio także śliwkowy dlatego kolorowe dodatki są bardzo wskazane :D Pozdrawiam!

wtorek, 25 października 2011

Choinkowo cz 1

Witam po małej przerwie. Ten post będzie trochę inny bo bez biżuterii. Tak, na wielu blogach Gwiazdka zagościła już na dobre, w związku z czym i ja uległam nieco świątecznemu szaleństwu i zrobiłam kilka gwiazdeczek według wzoru Frivole.
Moje gwiazdki są zrobione z białej Muzy i mają ok 5,5 cm średnicy.
Zrobiłam już kilka innych gwiazdek w zeszłym roku - pięknie wyglądały zawieszone na lampie nad świątecznym stołem, ale na choinkę (sztuczną oczywiście) też się nadają.

 

PS. w końcu udało mi się zrobić dobre zdjęcie na czarnym tle! :D
Więcej prac już wkrótce, jak tylko zakupię nowe baterie do aparatu.
Poza tym muszę nadgonić Renulkową serwetkę bo już czwarty etap na tapecie, a ja nawet trzeciego nie zaczęłam :/ Buźka!

czwartek, 20 października 2011

Wieża Babel

Może trochę dziwną nazwę dostały te sutaszowe kolczyki, ale taka mi się nawinęła. Jest to mój własny projekt - sam pomysł bardzo mi się podoba ale wykonanie pozostawia jeszcze do życzenia :/ w każdym razie kolejne nieduże, lekkie kolczyki nadające się na co dzień. Zrobione ze sztucznych perełek, drobnicy, czterech kolorów sznurka, z tyłu stalowoszary filc i czarne bigle (no i skończyły się srebrne :-( ).


Zdjęcie jest po prostu tragiczne, niby kolory w miarę dobre, ale ogólnie nie podoba mi się ono w ogóle. Zrobiłam je przy beznadziejnym świetle bo strasznie chciałam się pochwalić czymś nowym. Nie żebym się obijała, co to to nie, ale inne prace albo niepowykańczane, albo brakuje czegoś od kompletu albo czekają na odbiór przez zleceniodawców (a nie przystoi żeby inni widzieli coś wcześniej, niż osoba, dla której to zrobiłam).
Chciałam też napisać nowego posta z innego powodu - może mnie tu nie być przez kilka dni i chciałam zmienić "tapetę" :-D Pozdrawiam i do następnego posta!

niedziela, 16 października 2011

Trochę tego, trochę tamtego...

Jak już pisałam, działam sobie na zmianę różnymi technikami. Na pierwszy ogień idą dziś kolczyki, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia i w dodatku nie są wcale trudne do zrobienia.
Crystal Corona Earrings w kolorze srebrno - granatowym powstały z kryształków Svarowskiego i drobnicy według schematu dostępnego tutaj. Można sobie za darmo ściągnąć bardzo czytelny schemacik w pdf z pięknymi obrazkami, tyle, że trzeba się zalogować na tej stronie, ale warto bo udostępniają tam sporo darmowych wzorów beadingowych. Minus jest taki, że wszystko jest po angielsku.
Kolczyki na razie pokazuję bez bigli bo myślałam o zamontowaniu srebrnych, ale aktualnie nie posiadam takiego burżujstwa. W realu kolory są ładniejsze a całość wygląda bardziej szlachetnie.


W zewnętrzne okrążenie warto wciągnąć metalową żyłkę jubilerską, wtedy kolczyki trzymają fason :-)


Ostatnio pokazuję różne dziwne rzeczy a jakoś frywolitek u mnie coraz mniej. Co prawda mam trochę frywolnych prac do pokazania ale z różnych przyczyn muszę się z tym powstrzymać. Nie chcę się powtarzać, ale chcę teraz zaprezentować coś, co już niedawno pokazywałam a mianowicie czarne Małgorzatki. To była pierwotna koncepcja, ale poprzednim razem wybrałam niewłaściwe nici i nie mogłam zmieścić do środka tego koralika. Te są zrobione z Aidy (chyba 20?) i tej samej drobnicy co poprzednio ale w środku mają noc kairu - jeden z moich ulubionych kamieni, którego urodę ciężko oddać za pomocą aparatu. Nie wiem, czy w ogóle widać jakąkolwiek różnicę, te są troszkę większe i sztywniejsze.

sobota, 15 października 2011

Koraliki i kłopoty

Oto co udało mi się ostatnio wyprodukować: komplet koralikowy z koralików w kolorach nocy czyli bardzo ciemny fiolet, zieleń, granat i jeszcze jakiś kolor trudny do nazwania ale zbliżony do brązu. Opisuję kolory tak szczegółowo bo zdjęcia ich nie oddają. Kolorki bardzo zajączkowe :-) ich sekwencja jest przypadkowa (mix). Pomysł nie jest mój, widziałam go gdzieś, ale i tak nie pamiętam gdzie...



To zdjęcia najsłabiej oddaje kolory, ale jestem dumna z mojego kubka, który okazał się niezłym prezenterem i z obróbki, jakiej poddałam to zdjęcie (rozmyłam po bokach, nie wiem, czy to widać...?)


A co do kłopotów to jestem zaniepokojona, gdyż zauważyłam, że od jakiegoś czasu niektóre blogi mają jakieś problemy techniczne - a to nie chcą się włączyć, a to nie ma zdjęć, a to pisze, że bloga nie ma... Ja jestem na bakier z komputerem dlatego jestem trochę zdezorientowana tym wszystkim. A co najgorsze zacięło się w ten sposób kilka moich ulubionych blogów i boję się, że popsuły się już na zawsze :-( zwłaszcza jeden, na którym był podany wzór na boską bransoletkę - a ja akurat dzisiaj kupiłam 5 paczek koralików w odpowiednich kolorach żeby ją sobie zrobić... :( :( :(

piątek, 14 października 2011

Kulka niewiadomego przeznaczenia

Bez dwóch zdań - blog dodaje mi skrzydeł :-) ewidentnie się rozwijam, czego przykładem, nie pierwszym zresztą, jest ta oto kulka z koralików. Wykonałam ją według całkiem fajnego kursu dostępnego tutaj. Oj, dużo mnie kosztowała i pracy i nerwów bo wciąż mi się żyłki plątały, koraliki się rozjeżdżały i byłam skazana na obrazki, gdyż po ja po niemiecku "ani be ani me". Ale ostatecznie wyszła całkiem fajna kulka ze starych perełek w dziwnym kolorze - wydają się beżowe, ale tak naprawdę mają żółtawo-zielonkawy odcień dzięki czemu nie pasują do większości kolorów, jednym z wyjątków jest ten żółwikowozielony :) średnica kulki to jakieś 2 cm.
Mam z nią jednak pewien problem - nie wiem, co z nią zrobić: mam opcję na wisiorek lub zawieszkę (do kluczy lub telefonu). Dorartthei radziłam swego czasu przerobić podobnego typu kulkę na breloczek, ale moja jest na tyle lekka, że nadaje się również na szyjkę, dlatego nie wiem, co z nią zrobić. Co mi poradzicie???



Napodziwiałam się takich kulek na Waszych blogach i to mnie podkusiło do zrobienia własnej :-)
Mimo wszystko mam cichą nadzieję, że poszczęści mi się w Candy u Eli, w którym do zgarnięcia jest między innymi kuleczkowy komplecik biżuterii... ;)

środa, 12 października 2011

Ogniste kolczyki

Kolejny mini-sutasz: ognistoczerwone kolczyki Luigia. Tym razem lepsze bo trochę większe i mniej sznurków do zakończenia. Również mojego pomysłu, trochę improwizowane :-) Punktem centralnym jest plastikowy kryształek z odzysku (solo były takie brzydkie, że myślałam, że ich nie wykorzystam), do tego drobnica pod kolor a z tyłu czerwony filc, który nadaje głębię transparentnym koralikom i wyrównuje ich kolor z kolorem sznurka. Jestem z nich zadowolona: małe, lekkie i trochę równiejsze od poprzednich par.
Zużyłam na nie 30 cm czerwonego sutaszu (2x15cm) na każdy kolczyk.


Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze, cieszę się, że ktoś tu zagląda i nie piszę tego wszystkiego sama do siebie :-) Szczególnie mi miło, że mój kotek - Mateusz - tak  się spodobał, kotki są zawsze fajne :) Mateusz też się cieszy i macha Wam wszystkim łapką :D

wtorek, 11 października 2011

Kici kici

Skoro już tak mieszam to czas na coś zupełnie innego. Doszłam ostatnio do wniosku, że potrzebny mi igielnik i naparstek. Tego ostatniego jeszcze się nie dorobiłam, ale na igielnik miałam wenę - narysowałam, uszyłam, wypchałam i gotowe! Już nigdy więcej nie będę szukała igły w łóżku (bo to moje miejsce pracy), modląc się, żebym nie znalazła jej wbitej w mój zajęczy ogonek :-) ostatnio dość często mi się to zdarzało, na szczęście ogonek nie ucierpiał.
Oto i on w mojej łapce:


I solo, za to z pełnym osprzętowaniem :-)


Zastanawiałam się jakiś czas temu jak to jest, że w zasadzie wszystkie robótkowiczki lubią koty. Fakt, znajdzie się kilka osób, które mają psy, ale jednak na bardzo wielu blogach aż roi się ot kotów. Pewnie dlatego, że są takie milutkie i mięciutkie, a jak ktoś lubi włóczki i filce to musi też lubić kocie futerko :-)
Ja też lubię koty, choć na razie nie posiadam, i dlatego postawiłam na koci igielnik.

Ah! Zapomniałabym - to widać, ale dla formalności dodam, że kicio jest zrobiony z filcu, ma haftowane oczka w stylu anime i pazurki i jest wypchany resztkami nici i filcu (tego akurat nie widać), które zawsze odkładam właśnie w takim celu :)

niedziela, 9 października 2011

Krótki pościk

Dzisiaj nie mam za wiele do pokazania ;P trochę ze względu na brak weny a trochę dlatego, że mi się bigle kończą nieubłaganie - muszę przeczekać do najbliższej dostawy.
Prezentuję więc stary model w nowej odsłonie - czarne Małgorzatki. Materiały: czarna Kaja, drobnica a w środku onyks. Niby to samo ale robi całkiem inne wrażenie, oceńcie same, która wersja jest ładniejsza

sobota, 8 października 2011

Wyróżnienia

http://4.bp.blogspot.com/-kvig0PJKeCw/To8AbGGiAYI/AAAAAAAAE4c/UjUvCv9Et_Y/s1600/nominejszyn.png 

Wczoraj zostałam wyróżniona przez Hanię
Zgodnie z obowiązującymi zasadami muszę :
-napisać o sobie 7 rzeczy, a więc:
1. jestem singlem, nie mam dzieci
2. lubię gotować, zwłaszcza kiedy mam dla kogo, i kiedy ma kto umyć potem naczynia :-)
3. kocham góry, zwłaszcza Tatry
4. jestem domatorką - polarowy koc, herbatka, komputer i czółenka (lub inne ustrojstwa) - i jestem happy :D
5. zmarźlak ze mnie
6. i śpioch :) śpię dobrze i długo
7. lubię uczyć się nowych rzeczy, zwłaszcza tych robótkowych, z resztą o tym, ze lubię robótki nie muszę wspominać bo to widać :D

Już napisałam kto mnie wyróżnił, to teraz moja kolej - wyróżniam: 
7.  Elę
11. Alatri
13. Aurus
14. Evitę
16. Annę R

No, spełniłam ciążące na mnie obowiązki. Chciałabym jeszcze podziękować Hani za wyróżnienie - to naprawdę miłe. Trudno mi było wybrać osoby, które chciałabym wyróżnić, bo moim zdaniem wszystkie zasługujecie na wyróżnienie - bez względu na to co tworzycie, czy może tylko podziwiacie. Wyróżniłam 16 osób z niemałym trudem, głównie ze względu na możliwość dowiedzenia się o Was czegoś więcej, poza tym, że jesteście zdolne :-)

Przepraszam, jeśli przypadkiem wyróżniłam osobę, która nie miała na to ochoty. 
Wyróżnione osoby proszę o umieszczenie na blogu posta, w którym podacie:
- kto Was wyróżnił :)
- 7 rzeczy o sobie
- 16 wyróżnionych przez Was blogów wraz z linkami i poinformować wyróżnione osoby w komentarzach
- wkleić ten "wyróżnieniowy" obrazek

To na tyle, 3majcie się ciepło a ja zabieram się za informowanie :)

piątek, 7 października 2011

Żółwiki

Żółwiki to tak do końca nie są, ale kolor mają taki "żółwiowy", że przypominają mi skorupkę tego stworzonka. Dodatkowo swoje robi owalny kształt i zarys pojedynczych koralików. Komplecik zdecydowanie dla eleganckiej pańci, na pewno u mnie nie zostanie (no, chyba, że się nikomu nie będzie podobał...:-( ). Oto i on:


Nie wiem, czy to widać, ale centralny koralik jest taki szarozielonakwy, naokoło są srebrne kolaliczki, potem srebrne na zmianę z zielonkawymi a na zewnątrz zielonkawe "pikotki". Całość wyszła lekka bo koraliki centralne są z plastiku :-)

Przy okazji dodam jeszcze jednego "żółwika" :D czyli portrecik. Nie pokaże zdjęcia, z którego go rysowałam bo kto zna to i tak rozpozna kto to. To chyba najlepszy portret jaki narysowałam - wiadomo, nie jest idealny ale słowo daję, uśmiech ten sam :)


Na razie nie będzie więcej rysunków bo wszystkie zostawiłam u rodziców, no, chyba żebym coś ostatnio nabazgrała ale jakoś nie mam weny, robótki wciągnęły mnie bez reszty.

środa, 5 października 2011

Minisutaszowe kolczyki

Oj, coś się dziś rozleniwiłam - miał być post a ja sobie beztrosko "internetuję" a posta nie ma!
Już od paru dni chciałam pokazać tą pracę, ale było co innego do opisywania a chciałam zaprezentować tą pracę oddzielnie. Nie są to żadne cuda na kiju, po prostu kolejne kolczyki sutaszowe, które sama zaprojektowałam (to mi wystarcza by być dumną :D). Nazwałam je Senioritki. Pomysł wziął się stąd, że moje wcześniejsze kolczyki sutaszowe były dość ciężkie, a nie każdy potrafi nosić ciężkie kolczyki. Postanowiłam więc zrobić coś małego i lekkiego - ot, i tak powstały.


Zurzyłam po 10 cm czarnego i czerwonego sutaszu (na 1 kolczyk), czerwone łezki, plastikowe kulki z odzysku, czarną drobnicę i czarny filc na "plecki" :-). Jeśli chodzi o tą technikę to jestem początkująca, ale takie kolczyki robi się gorzej od tych dużych - nie ma za co złapać, jest mało miejsca na przyklejenie pozostających końców i tył jest bardzo wypukły - trudno ładnie dokleić filc. No, ale jakoś się udało. Jestem bardzo zadowolona, noszę je cały czas!

wtorek, 4 października 2011

Renulkowa serwetka

Jak wiele innych frywolitkowiczek skusiłam się na podjęcie wyzwania - serwetki wg Renulka. Na początku myślałam, że robienie serwetki nie jest dla mnie - za dużo roboty, a efektu i tak nikt nie będzie podziwiał (nie używam serwetek, no, ewentualnie gdzieś gdzie nie plączą się pod rękami, np na parapecie). Ale potem na kolejnych kilku blogach zobaczyłam, jak wiele Pań się do tego zabrało i pomyślałam: co mi tam, najwyżej rzucę w kąt mój "niedorobek". Ale okazało się, że nawet ja - leń i przeciwnik domowych zbieraczy kurzu [czyt. serwetek] - dałam radę i pokonałam pierwszy etap. A że zazwyczaj muszę wszystko robić po swojemu więc serwetka jest kolorowa, z "różaną różą" w centrum :-)

  
Do tego zaprezentuję jeszcze klasyczne kolczyki ze sztucznych perełek.


Na razie tyle, muszę zostawić sobie co nieco na później :-) Dziękuję za wszystkie komentarze :*

poniedziałek, 3 października 2011

Wygrane Candy

Pierwszy raz miałam szczęście - wygrałam Niebieskie Candy u Paauliski - klikając można zobaczyć zdjęcia wszystkich cukierków, które otrzymałam. Moje zdjęcia są troszkę gorsze i mniej szczegółowe, ale i tak je pokażę :D

W takiej oto paczce przyszła do mnie wygrana:



Musiałam posprzątać biuro, żeby się wszystko pomieściło. Są tu jak widać: karteczka, świecznik i świeczka, liścik w butelce, wazonik z kwiatkiem, osiołek w kuli (moja koleżanka powiedziała, że to zając :D), owieczka z modeliny, anioł z masy solnej, niebieski kordonek, podkładki, serwetki (to chyba znak, że czas nauczyć się decoupage...), shrek, kilka słodkości instant, broszka, 2 pary kolczyków, wisiorek, pierścionek i spinka z modeliny (ach, nie mogę się doczekać, żeby wpiąć ją w koka!) i jeszcze trochę muszelek i "przydasi"(przydasiów...?!), głównie do scrapbookingu - kolejny powód, żeby się czegoś nowego nauczyć :D


Anioł


No, jak nic osiołek Kłapouchy, nie wiem, co ona z tym zającem wymyśliła...


A to już ewidentnie niebieskie zajączki :D


Paaulisko, raz jeszcze dziękuję za wspaniałą niespodziankę! Ach, słodkie to były cukierki, słodkie jak miód :D

A o tym uczeniu się nowych technik nie mówiłam całkiem poważnie - bo jaką będę miała frajdę z zabaw jeśli sama będę potrafiła wszystko zrobić???

niedziela, 2 października 2011

Ten sam medalion w kolejnej odsłonie

Tym razem medalion Maranty (prezentowany już w czerni i złocie) zrobiony z lnianych nici do koronki klockowej, lub jak kto woli - z cienkiej dratwy. Dodałam koraliki w kolorze,hmm... ciemnomiedzianym (?!) i miedziane zapięcie (na zdjęciu z pierwszą wersją zapięcia - karabinkiem w kolorze starego złota; potem wymieniłam je na to miedziane, które ładniej pasuje, ale nowego zdjęcia już mi się nie chciało robić).
Przyznaję, że średnio się pracuje z tymi nićmi, trochę się nimi rozczarowałam, ale efekty mogą zadowolić miłośników stylu etno - sznurek jest taki surowy i naturalny. Poza tym jest bardzo mocny, wydaje mi się, że w połączeniu z frywolitkowym splotem - i tak sztywnym i mocnym - da on ozdobę po prostu niezniszczalną :-)
Medalion ma średnicę 5 cm, a łańcuszek ok 60 cm długości.



no, po prostu nie dałam rady zrobić lepszego zdjęcia :-( to w ogóle nie oddaje koloru nici i jest niewyraźne...

Pokażę jeszcze pewien drobiazg zrobiony "na szybko" ze zbędnych materiałów: woskowanego brązowego sznurka, zapięcia w kolorze starego złota, starozłotych, plastikowych korali i dużego brązowego korala ze szkła weneckiego (tak się to chyba nazywa...). Pełen recycling: wszystko za wyjątkiem szkła weneckiego to resztki wyjątkowo brzydkiego naszyjnika, który kupiłam za psie pieniądze "do rozbiórki", szkło weneckie to też odpad z mojego starego naszyjnika, który rozebrałam bo mi się znudził. Częściowo wykorzystałam ozdyskane z niego korale, ale dla tego nie mogłam znaleźć zastosowania bo jest taki wielki i był tylko jeden - powiem krótko: leżał i mnie wkurzał. Tym bardziej się cieszę, że go tak zgrabnie zagospodarowałam.
Bransoletka wyszła bardzo krótka, bo niecałe 17 cm - tylko na tyle wystarczyło mi sznurka. Mogłabym dołożyć łańcuszek przedłużający, ale chyba nie będzie takiej potrzeby bo czyjeś małe łapki już się po niego wyciągają :-)

sobota, 1 października 2011

Jeszcze jeden sutasz

Nawet mi się spodobał ten sutasz... choć przyznaję, że robi się to strasznie, ale gotowe wyroby są takie piękne... Moje co prawda są jak narazie zdecydowanie średnie, ale pracuję nad tym :-)
Te kolczyki zdecydowanie nie mają polotu, ale są lżejsze od poprzednich. Oprócz sutaszowych sznurków użyłam czarnych onyksów, barwionego na czerwono marmuru i czarnych, matowych koralików-sopelków. Tył podklejony czarnym filcem, tym razem cieniutkim, takim jak ma być.


Mam ostatnio małe zaległości w pisaniu, ale postaram się jakoś to nadrobić, zwłaszcza, że mam kilka zaległych prac do pokazania. Mogłabym wrzucać hurtem, ale wolę jednak pokazywać systematycznie pojedyncze prace.

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają :-) !!!